Włosy w lutym - aktualizacja :)

(Nieco spóźniona, ale ojtam ojtam :))

Miesiąc z życia moich włosów + plan pielęgnacji i zdjęcia.



1) Good & Bad Hair Day

Moje włosięta w dniu przedwczorajszym. Można uznać że to taki good hair day :D

Całkiem zdyscyplinowane, końcówki oczywiście żyją własnym życiem, wijąc się i stercząc niczym piórka, ale ogólnie jestem zadowolona.

Przy okazji również można uchwycić zmianę koloru, którą nie wiem jak obecnie określić. Nie jest to już jasny brąz, jak w jesieni, lecz raczej blond. Normalnie raczej ciemny, w świetle taki o. Plus rude refleksy, nad czym ubolewam (faza zachwytu rudością już mi przeminęła, po wakacyjnym farbowaniu na ognistą czerwień. Kolor zdecydowanie nie dla mnie.)

A tu dla odmiany - bad hair day. Kompletny.     + dlaczego nie mogę obyć się bez suszarki

Włosy umyte, jak zwykle, metodą OMO, Joanną z miodem i cytryną. Następnie maska na głowę (Scandic Line, bananowa + hydrolizat keratyny) i siedzimy w ciepłej wannie pół godziny. Dalej jak zwykle - delikatnie osuszamy ręcznikiem, zostawiamy do podeschnięcia, rozczesujemy Tangle Teezer. Ale później zostawiłam je do samodzielnego wyschnięcia, zamiast jak zazwyczaj to robię, wysuszyć je zimnym nawiewem suszarki. Efekt widać. 
(i tak, wiem, że spora część blogerek uważa, że suszarka to zło wcielone - ale taką najprawdziwszą włosomaniaczką nie jestem i widzę jakie efekty jej niestosowanie zostawia na moich włosach, więc nie umiem się z nią rozstać).

I tak w sumie, patrząc teraz na ten kolor, stwierdzam że zdecydowanie bardziej wolę ten rozświetlony słońcem, i może nawet się do niego przekonam :D

Jedyny szkopuł w tym, że włosy mimo okropnego wyglądu, puszenia się i nieukładania są strasznie milusie w dotyku. No to ja już nie wiem. 


2) Porównanie z poprzednim miesiącem. Przyrost - jaki, dlaczego, i czemu tylko tyle?


Zasadniczo - nie widzę wielkiej różnicy. Są może minimalnie dłuższe, ale niewiele. Zresztą nic dziwnego - w tym miesiącu odpuściłam sobie wszelkie suplementy; o Jantarze, mimo przelania go do butelki z atomizerem która jest z pewnością wygodniejsza w użyciu, całkowicie zapomniałam. Calcium Pantothenicum nie kupiłam, podobnie jak skrzypu. Płukanek z ziół użyłam może 5 razy. Jakoś w zeszłym miesiącu skupiłam się bardziej na cerze, chociaż i tu efekty marne, ale będę czekać.

+ nie mam cierpliwości do wyznaczania pasm kontrolnych i mierzenia ich co miesiąc, mam wrażenie że mnie to kompletnie zdołuje :d wolę oceniać na oko i łudzić się, że rosną tak strasznie szybko ;)

Kajam się, i w przyszłym miesiącu buteleczkę z Jantarem postawię na środku biurka, z doklejoną karteczką "użyj mnie". No dobra, może nie. Ale będę pamiętać! Na pewno!

3) Lista używanych produktów.

  • Weszło kilka nowych produktów, ale żaden z nich szczerze mówiąc nie wywołał u mnie wielkiego efektu "wow". Z szamponów tradycyjnie: Joanna Naturia, z miodem i cytryną oraz wersja z zieloną herbatą i miętą. Pewniaki, którym nie mam nic do zarzucenia.
  • Nowością są odżywki: również Joanna, odżywka b/s z lnem i rumiankiem oraz... uwaga, zaskoczę Was... również Joanna! Balsam regenerujący, z miodem i mlekiem. Ale o ile ten pierwszy nastraja mnie całkiem pozytywnie, bo wyraźnie dyscyplinuje moje końcówki, to balsam nie robi nic. Jest bardzo delikatny i lekki, ma przyjemny zapach, liczyłam na to że zostanie na dłużej na włosach, a tu... Czuję się rozczarowana :( oprócz tego dokończyłam Garniera Ultra Doux, z masłem karite i awokado, jednak po tylu pozytywnych opiniach nastawiłam się na coś sporo lepszego. Zwykła odżywka, dobrze wygładza, sprawia że włosy się nie puszą, tyle. 
  • Dodatkowo muszę wspomnieć o masce - Scandic Line, Organic Banana Mask. Jak za tę cenę i pojemność, wydaje się bardzo dobra. Początkowy zachwyt nią nieco osłabł, może dlatego że ładuję ją gdzie się da, używam więc bardzo często a włosy zbyt szybko przyzwyczaiły się do jednego produktu. Bardzo niepraktyczne jest opakowanie; poza tym jest jednak warta wypróbowania. Wygładza, odżywia, zmiękcza włosy. Następnym razem chyba jednak skuszę się na którąś z jej sióstr, kokosową lub kawową.
  • A, no i hydrolizat keratyny, który mimo że przypomina mi zapachem maggi, świetnie spisuje się dodawany do maski :) (o ile nie przesadzę i nie przeproteinuję moich włosów).
I tu mam pytanie do Was - w mojej pielęgnacji nie ma odżywki do spłukiwania, której niesamowicie mi brakuje, jednak gdy jestem w drogerii nic nie przykuwa mojej uwagi. Polecacie coś szczególnego? Fanką Garniera z masłem shea nie jestem, nie toleruję też niczego co ma w sobie silikony. Zastanawiam się też, czy nie lepiej pójść do Tesco i kupić maskę BingoSpa, i stosować do OCM i w sumie wszędzie. 

4) Czego niestety NIE robiłam, choć miałam zamiar?

Jak już wspominałam: nie używałam żadnych suplementów przyspieszających wzrost, wcierek, nie olejowałam włosów. Nie splatałam ich w żaden sposób, lecz ciągle nosiłam rozpuszczone.

Na swoją obronę powiem tylko, że zdarzyło mi się tylko kilka razy je nakremować i raz nałożyłam na nie jogurt o.O ciekawy, choć niezamierzony efekt (machnęłam jakimś cudem włosy przy twarzy podczas nakładania maseczki) :D kilka razy użyłam również płukanek z szałwii, które rzekomo mają pogłębiać kolor włosów. A, i mięta także gościła u mnie, i na twarzy, i na włosach :)

5) Porównanie od początku :)

Podsumowując - jest dobrze :)

Miłego dnia Wam życzę ♥



16 komentarzy:

  1. W listopadzie wygladaja najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się najbardziej podobały właśnie wtedy, ale teraz też nie jest źle. W listopadzie były dobrze odżywione, często nakładałam na nie Waxa i siedziały pod ręcznikiem przez godzinę. Muszę chyba go kupić i znowu zacząć używać ;)

      Usuń
  2. Ja jestem chyba jakimś dinozaurem - nie używam suszarki, prostownicy, ani lakieru :) Ba, nawet nie mam prostownicy, ale na szczęście włosy mam proste. I rzeczywiście, w listopadzie wyglądały najlepiej. Zapuszczaj dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapuszczam, zapuszczam :D chyba jednak zacznę brać CP. Teraz przyszła mi trauma po-fryzjerowa i tęsknię za moimi starymi włosami :c ja prostownicy też nie używam, lakieru to od trzech lat w mojej łazience nie ma, za to suszarka musi być koniecznie ;)

      Usuń
  3. Oj, włoski Ci urosły, no nie mów że nie widzisz O_o

    a co do suszarki to złe są ale są i dobre, udało mi się odłożyć pare groszy na początku roku i kupiłam sobie taką z jonizacją oraz z zimnym i naprawdę mocnym nawiewem, co prawda efekt "aury" po suszarce niestety pozostał, ale myślę że warto zainwestować w dobry sprzęt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę ;o tak ciut podrosły, ale że sporo to nie powiem ;p

      Też racja :) jak uzbieram nieco pieniędzy to też chcę zainwestować w taką naprawdę dobrą, ale swojej na razie nie mam nic do zarzucenia a ciągle pojawiają się jakieś pilniejsze wydatki ;)

      Usuń
    2. Hej, dostałaś nominację do Liebster Blog Award - zapraszam do zabawy :), ale widzę, ze już taką nominację dostałaś:)

      Usuń
    3. Już kiedyś nominowałam i odpowiadałam na pytania, ale chętnie przyłączę się jeszcze raz, dziękuję :)

      Usuń
  4. Jak ja dobrze znam efekt z BAD HAIR DAY. Czasami zdarza mi się bardzo podobny efekt na wlosach. Po prostu wlosy nie chca ze mna wspolpracowac i koniec! Mimo masek, olejow, cudow-wiankow. Ja rowniez MUSZE suszyc wlosy (chlodnym nawiewem zawsze), inaczej mam po prostu przyklap u gory a siano na dole. Dzieki suszeniu mozna uzyskac wzgledna rownowage w objetosci i lepsze ukladanie sie:) Jestem zdania,ze trzeba suszyc i pielegnowac, ale bez zbednego skakania wokol wlosow, poniewaz one i tak czasami sie buntuja a skoro lepiej wygladaja jak sie uzywa lekkich silikonow na konce i suszy zimnym nawiewem-to czemu nie robic tego?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja silikonów akurat nie używam, ale co do suszenia absolutnie się z tobą zgadzam ;) czasami włosy odmawiają posłuszeństwa i żadnym sposobem nie da się ich ugłaskać ;d

      Usuń
  5. Jest bardzo dobrze. ;) Śliczne włosiska. ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Twój bad hair day wygląda naprawdę dobrze w porównaniu z moim! ^^ zostałaś nominowana na moim blogu /lucy-daydream.blogspot.com/ do liebster blog award, pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje włosy też kiedy się nie układają pozostają przynajmniej miękkie i śliskie w dotyku :D.
    Luty nie był na pewno miesiącem, w którym moje włosy się ładnie układały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale teraz idzie wiosna i będzie już tylko lepiej :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, jaki zostawiasz ♥

Nie musisz jednak tu nachalnie się reklamować. Zawsze odwiedzam Wasze blogi. Umieszczając komentarz 'obserwujemy', zniechęcisz mnie do tego i na pewno do ciebie nie zajrzę. Miłego dnia :)

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Google+ Followers